niedziela, 19 lipca 2009

Uruchamianie Fallouta, ciąg dalszy.

Jak się okazało, nie jest tak różowo jak się spodziewałem: mój PIV 3GHz HT + 2GB RAM okazał się za słaby do cieszenia się Falloutem na maszynie wirtualnej. Gra się tak ślimaczyła, że wycwaniłem się i zainstalowałem WINE na Linuksie. Mam Mandrivę, dla której swego czasu przewidziałem niesformatowany obszar na HDD i przeprowadziłem instalację - strasznie się bałem tejże, ale zdolny panien ze mnie i obyło się bez problemów. Przy okazji odrobinę poznałem Linuksa [a jest co poznawać; jako osoba, która miała z systemami uniksowymi styczność przez raptem parę sesyjek dawno temu, podczas studiowania na EEIA PŁ, zapomniałem wszystkiego czego się dowiedziałem] i np. skapnąłem się, że trzeba najpierw zamontować windowsową partycję w systemie, żeby mieć dostęp do plików na niej. Całe życie wiodłem w przyzwyczajeniu do majkrosoftowskich systemów [poza gimnazjum, kiedy rok albo dwa pracowaliśmy na "mydelniczkach" iMac], a tu odmiana. Pluralizm i otwarta łepetyna są potrzebne!

Wracając do rzeczy:
1. wchodzimy na www.winehq.org i ściągamy
2. instalujemy
3. odpalamy konfigurator, ustawiamy opcje audio [mam SB Live! z EMU10k1, ustawiłem driver na ALSA bo OSS się chrzanił]
4. ustawiamy, aby WINE emulował W98 - inaczej Fallout wywali błąd o zbyt małej ilości miejsca na dysku
5. instalujemy, patchujemy, odpalamy :).

Nie działał mi FO Resolution Patch, więc grałem na 640x480 - w dobie 19" monitorów raczej brzydko toto wyglądało, ale no cóż.

I pozdrówcie Seta ode mnie! "You'd better have a killer reason for standing in my shadow..."

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz