sobota, 12 czerwca 2010

O prokrastynacji, rowerach i zakupoholizmie

Dawno nic nie było... naszło mnie dziś na pisanie, założyłem bloga na altergothicu i, przy okazji, skopiowałem tu. Żebyście nie myśleliały, że umarłem na dobre.

Prokrastynacja - chorobliwe odkładanie ważnych spraw na później z powodu strachu przed porażką, niepowodzeniem; z powodu braku wiary we własne siły i zdolność rozwiązania problemu. Nie chcemy myśleć o tych sprawach, wolimy mieć spokój, uciec... ale to kiedyś nas dogoni czasem ze znacznie poważniejszymi konsekwencjami, choćby ciągłym niepokojem i wyrzutami sumienia, że jeszcze nie wzięliśmy się za siebie. Nie mówiąc już o takich skutkach jak np. zawalenie sesji itp. Nawet mając tego świadomość, często trwamy w tym przyzwyczajeniu i wydaje nam się, że nie ma drogi wyjścia. Przez niektórych prokrastynacja nazywana jest "syndromem studenta"; ja bym powiedział, że nasila się z czasem i jest wprost proporcjonalna do stopnia zniechęcenia studiami. Jeśli uczelnia dostarcza nam wrażeń, poczucia spełnienia, ogółem: nasze studiowanie ma sens - jest OK, nauka przychodzi bez oporu. Gorzej, jeśli np. program jest nudny lub rozczarowuje; wtedy wszystko może się posypać jak... kibel z kart.

No dobra, a co ja robię w ramach mojego ociągania się?
Siedzę w necie, śpię, bezustannie kombinuję przy jakichś rupieciach... dalsza część będzie o nich właśnie.
Ostatnio, jak co pół roku, pracowałem w www.lodzartcenter... zakładając oświetlenie wystaw przed festiwalem. Świetna fucha, miesiąc pracy na drabinie i zakładania lamp, przedłużaczy i innych. Nic stymulującego pod względem intelektualnym, ale w sumie skoro lubię elektryczność, to praca idzie mi dobrze. Kilka tygodni roboty, a potem same przyjemne rzeczy: wernisaż [na który zawsze się jakoś wystylizuję ], wypłata... W tym roku wyniosła tysiaka z niespodziewaną premią 200zł; pierwotnie chciałem przeznaczyć tę forsę na lustrzankę np. 20D / 30D.

Po odebraniu kasy [a właściwie: zleceniu przelewu na konto - wolę nie ryzykować noszenia takiej grubej forsy przy sobie] ruszyłem starym, górskim rowerem dalej w miasto, a potem - do domu... ale wydarzyła się rzecz niespodziewana, uruchamiająca całą sekwencję rewolucyjnych zmian. Chwilę od startu poszła linka tylnej przerzutki, urwała się przy manetce. Łańcuch spadł na najmniejsze kółko wielotrybu i podróż była dość męcząca; po paru momentach przywiązałem linkę tak, by "podciągnąć" przerzutkę na któreś większe kółko i w miarę wygodnie jechać. Nie była to pierwsza usterka roweru kupionego przez brata na Allegro w stanie używanym. Jakieś dwa albo trzy lata temu urwał się łańcuch. Przeszło rok temu wyrobiły się obie piasty i trzeba było wymieniać koła oraz opony, przecięte przez źle ustawione klocki hamulcowe [często łapałem gumę, ha! Raz wracałem z miasta na nogach ].

Toteż, biorąc pod uwagę wypłatę i to, że ze starego roweru niewiele będzie, postanowiłem rozejrzeć się za czymś nowym. W miarę czytania blogów, zwłaszcza http://lodzcyclec...ogspot.com, zacząłem "nakręcać się" na holenderki. Skusiła mnie uroda tych rowerów, wyprostowana pozycja w której się jedzie, "współgranie" jeźdźca i wehikułu, prostota konstrukcji oraz niezawodność. A poza tym idea "rowerowej elegancji" doskonale trafia w moje upodobania; wreszcie mógłbym się wystylizować i wsiąść na rower, który nie wygląda jak obdrapany rzęch. A zatem decyzja padła: kupuję "burżuja".

Kilka dni rozglądania się za nowym pojazdem w różnych miejscach: hurtownia "Piasta" na Puszkina [sklep/serwis rowerowy z dwudziestoma paroma latkami na karku; szkoda, że na drugim krańcu Łodzi], parę innych sklepów, Allegro... Efekty:
-w Piaście drogo; 850 za najtańsze wydawało mi się drożyzną, jakże się myliłem...
-parę innych sklepów, np. Dynamo, Cyklista - podobnie
-odwiedziłem Łódź Cycle Chic [www.lodzcyclechic...] - sklep prowadzony przez Witka Kopcia, który działa w Łodzi na rzecz budowy ścieżek, zmiany przepisów itd., prowadzi wspomnianego bloga. W ramach firmy sprowadza z Zachodu używane holenderki, odnawia je i sprzedaje za jakieś 400 - 600zł. Niestety, nie było nic na mój wzrost i upodobania estetyczne. To jak z lumpeksami: musi a) podobać się b) pasować c) być na moją kieszeń.
-Allegro: pamiętacie, jak dałem linka w wątku "duża rzecz i cieszy"? Obskoczyłem wszystkie aukcje holenderek na przestrzeni paru dni i zdecydowałem się na tego jednego, jedynego. Zapłaciłem, pomartwiłem się przez kilka dni czy przesyłka dojdzie, czy kontrahent mnie nie wykiwał... W międzyczasie zająłem się montowaniem pudełka z elektroniką. Ustrojstwo służy do włączania świateł oraz kierunkowskazów, jest wyposażone w mały klakson oraz alarm. Cała instalacja zasilana jest z wbudowanego akumulatora, ładowanego dynamem lub prostownikiem [wystarczy włożyć kabelek sieciowy, taki jak do golarki czy radia]. Oj, było trochę przeróbek przy tych układach... nie działało to dokładnie tak, jak pragnąłem, więc musiałem co nieco pokombinować. Oprócz elektroniki, zaopatrzyłem się w lusterko wsteczne.

Na szczęście pewnego dnia, otwarłszy drzwi do mieszkania, ujrzałem foliowy kokon. Rozebrałem się i zabrałem się za ostrożne rozcinanie, by niczego nie uszkodzić. Złożyłem rower do kupy; prezentował się cudnie. Zauważyłem, że opony są trochę zmurszałe i prędzej lub później czeka je wymiana. Oprócz tego wsjo OK.

Założyłem całe "elektrobadziewie", po drodze wymieniałem wszystkie kabelki z dziesięć razy, bo odezwał się we mnie perfekcjonista, który chce zrobić robotę najlepiej jak można. Całość trochę się ciągnęła, bo zamówiłem sobie na Allegro kierunkowskazy [doszła tylko para, a myślałem, że będą dwie] i nową lampę przednią [w odróżnieniu od starej, plastikowej, jest zrobiona ze stali i ma dwie żarówki - mogę włączać światła krótkie i długie ]. Teraz planuję zamontować elektrykę w nowej obudowie, a właściwie dwóch obudowach: jedna, mała, umieszczona na kierownicy, posłuży za skrzynkę sterowniczo-pomiarową [będzie miernik napięcia, wskaźnik ładowania/rozładowywania akumulatora, wyłączniki świateł i klakson], a druga, duża, będzie wisieć na ramie i założę w niej akumulator, elektronikę kierunkowskazów, prostowniki i syrenę alarmową. Pierwsza będzie ładnie wyszlifowana, druga - polakierowana na czarno, by pasowała do ramy. Obie będą bezpiecznie połączone wiązką kabli w... pancerzu od węża prysznicowego.

Oprócz tego trochę się nakombinowałem, żeby zajechane karby na jarzmie od siodełka nie powodowały jego kołysania się w przód i w tył. Nowe jarzmo jest nie do zdobycia, bo siodełko nie jest "na drutach", lecz "na płaskownikach". Oczywiście nie plastikowe/żelowe, lecz skórzane, zwyczajowo nazywane "kanapą" i powszechnie spotykane w rowerach miejskich. A tak w ogóle firma, która je wyprodukowała, jest holenderska, cieszy się renomą i nazywa się... zgadnijcie jak?
Lepper.
Nazwa modelu - Primus, prawdopodobnie jakaś starsza wersja co ma z tyłu sześć sprężyn [!]. Waży jakieś dwa kilo i spokojnie może posłużyć do samoobrony .
Z problemem poradziłem sobie skręcając jarzmo by elementy nie obracały się względem siebie, przewiercając otwory i wkładając w nie śrubę M3. Proste i skuteczne rozwiązanie.

Zamówiłem jeszcze blokadę Axa Defender z łańcuchem: http://www.allegr...ncuch.html. Mają też czarne; gdyby nie mieli, szukałbym gdzie indziej. Ten rower ma nie tylko jechać, ale i pięknie wyglądać, w połączeniu ze mną! Czarno-szara blokada kolorystycznie nie pasuje.

Axy używamy następująco: montujemy przy tylnym kole czy to wykorzystując otwory w ramie [holenderskie rowery zazwyczaj są fabrycznie przystosowane do "podków"], czy na obejmy. Gdy "parkujemy" - przekręcamy kluczyk, zamykamy dźwigienką, kluczyk wyjmujemy i koło jest zablokowane. Model Defender ma gniazdo na linkę/łańcuch; na końcu łańcucha jest duże ogniwo, przez które przewlekamy "wtyczkę" tworząc pętelkę, w ten sposób możemy przywiązać do czegoś rower nawet łatwiej niż linką.
Na chwilowy postój, np. gdy wchodzimy do sklepu, nawet nie trzeba zakładać łańcucha... wystarczy zablokować koło, złodziej nie odjedzie. Musiałby tachać rower lub prowadzić go z uniesionym tylnym kołem. Przy rowerze ważącym ponad 20kg szybko nie ucieknie, chyba, że wrzuci na furę.
Chcemy ruszyć? Wkładamy kluczyk, przekręcamy, głośny trzask informuje nas, że blokada jest zwolniona i koło może się obracać.
Axa jest trudna do sforsowania, bo montuje się ją w niewygodnym miejscu - złodziej musiałby dobierać się tam giętkim brzeszczotem, flexem czy palnikiem, lub odkręcać blokadę wraz z... kołem. A potem - zakładać koło, łańcuch... To udaremnia szybką kradzież z użyciem nożyc do metalu.
Oprócz tego do pudełka z elektroniką mogę podłączyć przewód zakończony pętelką, przywiązany do czegoś [choćby siatki w oknie], przekręcić kluczyk w stacyjce... przecięcie kabla albo wyciągnięcie wtyczki włącza alarm, który da się uciszyć jedynie przez sabotaż systemu albo za pomocą stacyjki.

Z tematów nierowerowych: matka nosiła się z zamiarem większej wymiany sprzętów AGD od kiedy lodówka zaczęła gorzej chłodzić koło Bożego Narodzenia. Wcześniej kilka razy nawalała pralka [ale zawsze udało mi się ją naprawić ]; "profilaktycznie" mama postanowiła ją wymienić. Tyle, że nie było kiedy tego zrobić... Teraz, kiedy odeszła na emeryturę pod koniec maja, ma więcej czasu - a poza tym padł silnik w odkurzaczu, naprawić się nie dało, więc tymczasowo używaliśmy mojego starego grata, wyciągniętego z piwnicy. Zaproponowałem mamuśce pewnego dnia, że możemy pojechać do Art-Domu i się za czymś rozejrzeć. Wybraliśmy pralkę Bosch i lodówkę Liebherr. Mieliśmy zamiar kupić odkurzacz, ale nie było upatrzonego... zamówiłem przez net, odbiór osobisty kilka dni później.

A jak jazda?
Rower zadebiutował dwa tygodnie temu na Masie Krytycznej. Początkowo czułem się na nim bardzo niepewnie: zupełnie inna jazda niż na góralu, obawa czy aby nie polecę, nie przewrócę się... poza tym trzeba się było przyzwyczaić, że tylny hamulec obsługiwany jest nogami, a biegi przeskakują tylko gdy nie pedałuję. Ale plusy zauważyłem od razu: na wertepach nie dostawałem w dupę, bo siodełko na sprężynach [jeszcze niedoskonale wyregulowane] dobrze resorowało, a sama jazda była jakby lżejsza, mniej oporna, bo bieżnik jest płytki a opony - wąskie. Pół godziny i dojechałem na Masę.
Dwieście metrów przed miejscem zbiórki na Pasażu Schillera coś zaczęło mi się kiwać przy lewym pedale. Okazało się, że korba oddzieliła się od suportu, bo urwany był gwintowany trzpień na którym normalnie "siedzi" nakrętka. Któryś poprzedni właściciel albo serwis próbował przyspawać korbę do suportu, nie licząc się z tym, że stale są różne i złącze się nie uda. Aż wreszcie - puściło... szkoda tylko, że sprzedawca mnie o tym nie poinformował.
Nabiłem korbę kluczem szwedzkim i przez chwilę toto się trzymało. Ruszyliśmy. Parę kilometrów dalej trzeba było poprawić. I tak parę razy. Dojechalismy do pierwszego większego postoju; tam pokombinowałem z kartką papieru i gumą do żucia w nadziei, że to pomoże utrzymać korbę na miejscu. Niestety - chwilę po tym, jak ruszyliśmy, wszystko się rozleciało. Dalsze nabijanie było już bezskuteczne, bo co i rusz korba spadała. Zostałem w tyle, peleton pojechał przed siebie. Zdecydowałem się szukać pomocy w postaci taśmy izolacyjnej; miała ją przemiła krawcowa w pracowni przy ul. Rewolucji 1905 - ale na niewiele to się zdało, korba spadała dalej. Nie miałem innego wyboru niż walić z buta na punkt końcowy - Plac Wolności, i poczekać aż reszta uczestników przyjedzie. W międzyczasie próbował mi pomóc jeden wzięty cyklista incognito [tzn: nie był z Masą, lecz na pieszo], który trochę się przeraził, gdy zobaczył, jak walę kluczem szwedzkim w korbę. Niestety - na nic się jego starania nie zdały, ale przynajmniej mieliśmy miłą pogawędkę. Po chwili przyjechała Masa cyklistów; jeden z nich miał opaski kablowe, spróbowałem użyć ich do naprawy... znów bez skutku. Rozeszliśmy się.
Postanowiłem zaprowadzić rower do Izy - znajomej mieszkającej niedaleko serwisu, przechować jednoślad u niej przez noc i oddać nazajutrz do naprawy. Idąc, doznałem olśnienia: a gdyby tak użyć smyczy do kluczy jako "strzemienia" dla prawego pedału i kręcić tylko jedną nogą? Patent okazał się strzałem w dziesiątkę. Dojechałem do Izy, pożyczyła mi klucz, zostawiłem rower w komórce i wio autobusem do domciu.
Następnego dnia, w sobotę, nie podjechałem do serwisu tak jak zamierzałem, lecz pojechałem odebrać odkurzacz. Serwis został na poniedziałek. Wstawiłem rower, zlecając wymianę uwalonej korby i suportu
[dla niezorientowanych: suport to wałek, na którym są założone korby z pedałami i koronkami, czyli przednimi kółkami zębatymi - oraz jego łożyska. Dawniej suporty składały się z wałka, misek łożyskowych, koszyczków z kulkami i stożków - tzw. konusów, wraz z przeciwnakrętkami, żeby się nie odkręcały. Obecnie suporty są montowane jako zintegrowane wkłady - taka "rura z wałkiem i łożyskami", praktycznie bezobsługowe, niezawodne i nie nastręczające kłopotów przy regulacji.] - oraz opon. Termin odbioru - środa. Niestety, okazało się, że nie mieli tylnej opony, bo koło ma większą felgę niż przednie [ponoć archaiczny, ale czasem spotykany w szosówkach i holenderkach rozmiar 28 1/2", 700B lub 635mm ] i nie założyli ani przodu, ani tyłu, bo mogłyby być trudności ze zdobyciem kompletu. No cóż. Ważne, że pojechałem.

Rozejrzałem się za nowymi oponami w innych sklepach - nie było. Szukałem jeszcze uchwytu lampki przedniej, mocowanego pod nakrętką sterów [tzn łożysk widelca i kierownicy]; to również nietypowa część. Znowu został net. Na Allegro miał toto tylko sklep internetowy www.rowerystylowe.pl; postanowiłem rozejrzeć się w ofercie i kupić coś jeszcze - im więcej rzeczy, tym mniej dotkliwa opłata za wysyłkę.
Nabyłem co następuje:
-dynamopiastę SRAM i-Light D3 series http://www.rowery...-3865.html. Zastanawiałem się dość długo nad ciągłym generowaniem prądu, żeby akumulator podładowywał się w czasie jazdy. Stare dynamo "tradycyjne" do tego się nie nadaje, bo znacznie zwiększa opory toczenia, zużywa oponę i zawodzi gdy jest mokro - ślizga się po powierzchni zamiast odbierać napęd. Toteż zdecydowałem się szarpnąć na dynamopiastę... będzie trzeba jeszcze kupić nowe szprychy i zapleść koło, ale to jest do zrobienia. Pierwotnie zamierzałem kupić Novatec EDH2, bo tania. Na szczęście rzut oka na testy porównawcze [okazało się, że toto ma bardzo duże opory toczenia w stanie wyłączonym i małą wydajność] odciągnął mnie od tego zamiaru i ukierunkował na Shimano DH-3N30... ale SRAM okazał się lepszy. Dlatego kupiłem.
-chlapacz Bibia Old School http://www.rowery...p-148.html - ma toto swój urok i zapobiega brudzeniu się ubrań
-wspomniany uchwyt lampki http://www.rowery...-1966.html coby wszystko było koszernie, po holendersku
-osłonę tylnej lampki http://www.rowery...-5108.html, przyda się bo rower w piwnicy stoi pionowo i lampka rzeczywiście może się uszkodzić
-opony Schwalbe Delta Cruiser HS392 - był komplet 37-622 [na przednie koło] i 40-635 [tylne]! Link: http://www.rowery...-3625.html
Oprócz tego jakieś pierdółki typu obejmy mocowania na kierownicę itd.
Zamówienie opłaciłem w Boże Ciało, ale wysłali dopiero wczoraj... zdenerwowałem się tym, bo miałem nadzieję, że części dotrą w tym tygodniu i udoskonalę rower przed niedzielnym-jutrzejszym Świętem Cyklicznym. Cóż, pojadę na starym osprzęcie. W następnym tygodniu mogę mieć zachrzan przedsesyjny [taa, jasne... jak znam siebie, chyba dalej będę prokrastynować ] i nie wiem, kiedy uda mi się wziąć za robotę.

Naszło mnie też na wymianę tylnej piasty. Po pierwsze, skoro robię totalne udoskonalanie roweru, to lepiej wykonać wszystko za jednym zamachem i nie demontować/montować części drugi raz, zwłaszcza jeśli to kłopotliwe [chodzi o zakładanie/zdejmowanie łańcucha i jego osłony, potem tylnego koła, opony z dętką, a następnie montaż w odwrotnej kolejności plus regulacja naciągu łańcucha i linki torpeda]. Po drugie - mam kasę, potem mogę nie mieć i sprawa się będzie odwlekać, a być może w międzyczasie stare torpedo padnie i rower będzie uziemiony. Lepiej nie rydzykować i "drajganga" zostawić sobie jako część zapasową, do montażu w razie awarii. Podobnież zamierzam wyposażyć się w przednie koło zapasowe.
Tyle, że piasty biegowe są drogie... np. SRAM 7-biegowy ponad 300zł: http://www.rowery...-3129.html bez koniecznego osprzętu! Manetkę, linkę z pancerzem i sterowanie trzeba dokupić, kwestia kolejnych kilkudziesięciu złych. Niestety, uświadczyem jedynie nowoczesne manetki grip-shift, które nie mają tego uroku co oldschoolowe, dźwigienkowe. Trzybiegowe torpedo jest za 180 http://www.rowery...-3134.html, ale czasem może przydać się więcej przełożeń. Szukałem pięciobiegowych torped Pentasport na Allegro, bez skutku - jednak trafiłem na w miarę tanie, nowe piasty Sachs Spectro S7 http://www.allegr...1062999670. Oferta o tyle fajna, że jest kompletny osprzęt, i to taki, jak ja lubię - tzn dźwigienkowa manetka, którą założę sobie w miejsce obecnej i będzie mi się zarąbiście wygodnie przełączać biegi. Grip-shifty pasują do prostej kierownicy od górala, ale na mojej holenderce - gdzie ręce są inaczej ułożone - to rozwiązanie wydaje mi się niewygodne, koniec kropka. Postanowiłem tę piastę kupić, zapłaciłem, ale jeszcze nie doszła.

A skoro już wymieniam piastę, to czemu nie łańcuch? Nie wiem, ile lat pracował, więc bardzo możliwe, że jest mocno rozciągnięty i może puścić albo zajechać tryb na piaście. Dobrze, że jeździł w pełnej osłonie i był całkowicie chroniony od wody/błota. Nowe kosztują ledwie kilkanaście zł.

Czyli dwa koła do zaplatania. Nosiłem się z zamiarem własnoręcznego montażu, ale trochę mnie to przerasta... zwłaszcza centrowanie. Nie mam doświadczenia, by to porządnie zrobić - dam do serwisu. Lokalny warsztat oferuje zaplatanie za 20 + centrowanie za 25, co uznałem za drożyznę i poszukałem gdzie indziej. Serwis trochę dalej zrobi koło za 35. Jeszcze inne dwa - za trzy dychy, więc wiem już, dokąd się udać .

A jak ogólne wrażenia?
Kosmos.
Nie chcę wracać na górala. Czuję się na nim strasznie pogięty i pokraczny, jazda jest męcząca, muszę się oglądać za siebie przy lewoskręcie i tracę stabilność, a siodełko nie jest amortyzowane. Poza tym muszę sobie przypominać, że kręcenie pedałami do tyłu nie powoduje hamowania, a przy ruszaniu są kłopoty, bo nie mogę sobie włączyć "jedynki". Rama jest za mała, keirownica - za nisko, rura podsiodłoa - krótka. Ergonomia mierna. Jedyną zaletą tego roweru jest w miarę mała masa [mimo stalowej ramy] i wytrzymała konstrukcja; dosiadam go jedynie w soboty, gdy jadę na zakupy i wożę na kierownicy dwie siaty po siedem kilo każda. Z holenderką taka sztuka się nie uda, bo kierownica ma inny kształt, bagażnik [zajebiście mocny!] jest za mały, a przedniego nie mam.

Tak więc jutro Święto Cykliczne, niestety na starym osprzęcie. Program łódzkiego ŚC tu: http://www.fundac...eturnid=15 - będzie się działo, ha! Tym bardziej, że na Księżym Młynie rodacy z Łódź Art Center robią imprezę i po prostu w jej programie jest "wjazd" kilkudziesięciu/kilkuset par pedałów... w tym mojej

Reasumując, czeka mnie:
-demontaż osłony łańcucha, samego łańcucha, obu kół, starej linki od przerzutki - zajmę się tym sam
-dobranie szprych i zaplecenie przedniego koła na dynamopiaście SRAM D3 - to robi serwis
-dobranie szprych i zaplecenie tylnego na torpedzie Sachs Spectro S7 - też serwis
-założenie nowego ogumienia - ja
-montaż obu kół, nowego łańcucha, osłony - ja
-montaż osprzętu torpeda, regulacja - ja
-założenie wspornika lampki przedniej, osłony lampki tylnej, chlapacza oraz podłączenie dynama - ja

Dla przyzwoitości przydałoby się skontrolować stery, czy nie ma wżerów/nierówności na łożyskach i ew. wymienić co trzeba; poza tym zobaczyć, jak tam smar .

A gdy wszystko będzie gotowe - zastanowię się nad alternatywnymi rozwiązaniami jeśli chodzi o szybkościomierz/licznik przebiegu. Nie chcę pakować żadnego z tych nowoczesnych komputerków, bo pasują do górala czy dizajnerskiego holendra dwudziestego pierwszego wieku - ale nie mojej retro-maszyny! Pasowałby taki Huret http://www.allegr...mplet.html czy VDO http://www.allegr...ginal.html, ale jest jeden problem: i przekładnia licznika, i wyprowadzenie dynamopiasty, są montowane po prawej stronie widelca. Nie da się zainstalować ich razem! Zostaje albo przeróbka dynamopiasty, albo przekładni przy kole, albo samego licznika, albo wykonanie dodatkowej przekładni zębatej [chodzi o zamienienie kierunku obrotów i ew. kompensację różnicy średnic kół].
Myślę nad inną drogą: licznik elektryczny, sterowany prądem zmiennym z dynama. Częstotliwość jest zależna od szybkości obrotowej koła, a to w prosty sposób da się przeliczyć na prędkość roweru - a gdyby scałkować, to i przebieg .

1 komentarz:

  1. Samo miłe :) ja właśnie pozbyłem się Hondy, bo zepsuła się ponad możliwości naprawcze i finansowe - zostałem za to z 50-letnią Pannonią do zrobienia... i siedzę w garażu całymi dniami, żeby było jeszcze czym w wakacje wyjechać :)

    OdpowiedzUsuń