poniedziałek, 28 czerwca 2010

Trzy krowy, warianty inne

Urynkowienie służby zdrowia: mam trzy krowy, zapadam na przewlekłą chorobę. Żeby opłacić leczenie, muszę sprzedać dwie. Trzecią nie ma kto się zajmować, niedojona przestaje dawać mleko, na byka mnie nie stać, a że jest stara to jej nie sprzedam - muszę ubić...

Neoliberalizm: mam trzy krowy, a rząd w porozumieniu z jakąś korporacją ustalił, że mogę paść je pod nadzorem, wyłącznie karmą pochodzącą od tego koncernu. Oczywiście cena jest arbitralnie ustalona przez centralę koncernu, np. gdzieś w USA, co więcej - krowy muszą być oznakowane jednolicie, w sposób ustalony przez wyżej wymieniony koncern. Co jakiś czas agenci korporacyjni sprawdzają, czy faktycznie daję bydłu to, czego wymagają, i czy wszystko jest jak sobie zażyczą. Inaczej, z pomocą swoich prawników potrafiących nagiąć każdy przepis, wsadzają mnie do więzienia. Trafiam do kicia, bo znajomy naukowiec przedstawił mi wyniki swoich rzetelnie przeprowadzonych badań, które wskazują, że pasza koncernu jest toksyczna... dlatego wybrałem wyprowadzanie na łąkę.

Fundamentalizm religijny: mam trzy krowy i żyję jak dawniej, a tu Zwierzchnik Jedynego Słusznego Związku Wyznaniowego, roszczący sobie pretensje do nieomylności w kwestiach wiary, ogłosił dictatus, że krowa jest zwierzęciem świętym i od tej pory każdy, nawet danej religii nie uznający, musi zwierzę traktować zgodnie z jej zasadami. Inaczej sprawą zajmą się bojówki lub aparat indoktrynacyjny, skutecznie podjudzający sąsiadów przeciwko delikwentowi.

Rządy "Pełniących Obowiązki": mam trzy krowy i wiedzę naukową na temat potrzeb zwierząt oraz humanitarnych metod chowu. Pragnę prowadzić gospodarstwo w taki sposób, aby bydło nie cierpiało, chcę wyprowadzać zwierzęta na pastwisko, zajmować się nimi, traktować podobnie do psa czy kota - jak przyjaciół... Wnet pod moim domem zjawia się oburzony tłumek, który krzyczy coś w rodzaju: "ale jak tak można?! przecież w TVN mówili, że najtaniej jest trzymać dziesięć krów na dwudziestu metrach kwadratowych i dawać im paszę do koryta! Wszyscy to wiedzą i tak robią! Krowa to jest przedmiot i chów ma być możliwie opłacalny - co tam "prawa zwierząt" i jakieś inne bzdury!"

Wspólnota mieszkaniowa: zamieszkujemy jakiś budynek w kilka rodzin. Są u nas trzy krowy, nikt się o nie nie bije ani nie rości do nich prawa wyłącznej własności. Rozmawiamy ze sobą i uzgadniamy, komu ile potrzeba mleka. Ktoś wysuwa propozycję: sprzedajmy jedną, kupmy byka. Zastanawiamy się nad skutkami tej decyzji, dokształcamy się, zawczasu montujemy porządne kolucha i kupujemy gruby łańcuch, coby byk za bardzo nie narozrabiał. Potem dokonujemy transakcji.

Parytet płci: mam trzy krowy. Sprzedaję jedną, kupuję byka. Czekam na prokreację. Zakładam, że po paru latach jest jakieś 6 krów i 5 byków. Wyprowadzając bydło na pastwisko wiążę je tak, żeby bykom przypadało ok. 45% powierzchni, krowom - 55%. Czyli zgodnie z proporcjami; gdybym tego nie zrobił, byki przywłaszczyłyby sobie 85% pastwiska wypędzając stamtąd krowy, a te ostatnie nie miałyby co jeść.

Okupacja: mam trzy krowy, przyjeżdża skot/hummer/czołg/helikopter/cokolwiek innego i wyskakują żołdacy. Albo przystawiają lufę do łepetyny i każą oddać krowy bo inaczej mnie zastrzelą - albo tłumaczą, że mam je oddać dla dobra mojego kraju. Potem chodzę cały czas głodny, boję się o bezpieczeństwo, nie mam co jeść i nawet nie mam szans na przekwalifikowanie się, założenie działalności by się utrzymać. Co się dzieje z moim bydłem, tego nie wiem; widzę tylko raporty, że kraj-okupant zwiększył obroty z handlu wołowiną.

Matrix: mam trzy krowy. Wyciągnąłem wtyczkę... wnet okazało się, że to wszystko to pic na wodę fotomontaż, rzeczywistość jest inna.

2 komentarze:

  1. Z komercjalizacją służby zdrowia to niestety nie jest tak ;) publiczna służba zdrowia to twór który na dłuższą metę nigdzie nie działa (przede wszystkim dlatego,że szpitale nie dbają o konkurencyjność i pieniądze, którymi dysponują).

    OdpowiedzUsuń