No i stało się... a właściwie dopiero się stanie. Wyjeżdżam w środę, wracam w poniedziałek. Przywożę co najmniej dwie płyty [nowy album Wież oraz The Proof], zapakowaną po kres możliwości kartę CF w aparacie oraz masę zajebistych wspomnień... i być może element stylizacji, którego jeszcze nie posiadam, ale o tym sza ;).
A póki co skończyłem robić sobie biżuterię... Fajne zajęcie. Gdy spada Ci stary budzik "Witiaź" i przestaje tykać, możesz go zzombifikować. Co i ja uczyniłem, a efekty - poniżej. Jedyne konieczne zakupy to rurki mosiężne średnicy 2 i 3mm oraz mosiężny łańcuszek. Łączenie za pomocą śrub i nakrętek oraz przez lutowanie.
Kolekcja składa się z bransolety, naszyjnika, dwóch pierścieni i pary spinek do mankietów:
Bransoleta:
i naszyjnik:
A teraz - no cóż - pozostaje tylko czekać na relację z CP... będzie obszerna :)
Chyba, że zmienię zdanie i w międzyczasie wrzucę opis przeróbki kozaków na szpilkach na kowbojki z ostrogami, bo i taką modyfikację mam w planach przed wyjazdem.
Zombifikacja to dobra rzecz. Zastanawiam się, czy też nie jechać na CP... ale nie wiem, ile by mnie to wyniosło finansowo...
OdpowiedzUsuń