środa, 1 grudnia 2010

Nagły Atak Zimy

Poniedziałkowa śnieżyca sparaliżowała miasto - zepsute tramwaje, kilkukilometrowe korki, brak pługopiaskarek, 30cm śniegu na chodnikach... masakra! Na zajęcia jechałem przeszło dwie godziny, a wracałem trzy i pół. Tramwaj 8 uciekł mi sprzed nosa, więc zamiast czekać na mrozie co najmniej 20 minut, postanowiłem iść na autobus 6... Wsiadłem, w środku było ciepło, czytałem "Zakazane miłości" Marty Konarzewskiej i Konrada Pacewicza - egzemplarz autorski, dostała chyba każda osoba udzielająca wywiadu. Kierowca wkurzony i wcale mu się nie dziwię, a pasażerowie coraz bardziej mili, solidarni, skorzy do pogaduszek... naprawdę wyjątkowa atmosfera, nikt nikogo nie wyzywał/krzywo patrzał/itp. itd., bo w obliczu wspólnego przeciwnika - zimy - ludzie się jednoczyli.
Cała Bandurskiego, Krzemieniecka, Krakowska i Złotno były zablokowane przez kilkuset automobilistów, którzy koniecznie musieli ruszyć samochodami na miasto. O ile jedni korzystają z samochodów mądrze - tzn. na dłuższych dystansach, w kilka osób, z bagażem, lub gdy rzeczywiście gdzieś się trzeba dostać "na cito" - o tyle inni spokojnie mogliby wsiąść do tramwaju czy autobusu, uwalniając przestrzeń na jezdni i powierzchnię do parkowania. A MPK nie miałoby takich problemów, jak ma... Dlatego uważam, że należy zdekonstruować mit samochodu jako szybkiego środka transportu w mieście [co innego między miastami - wtedy rzeczywiście jest najwygodniejszą metodą poruszania się], wyznacznika statusu społecznego [no dobra, wiąże się to z wszechobecnym konsumpcjonizmem i trzeba uderzyć w przyczynę, nie objaw] oraz wypromować komunikację miejską oraz rower, a także łączenie metod: np. parkingi na obrzeżach centrum, połączone z przystankami KM czy wypożyczalniami rowerów. Moim zdaniem w PORD przydałby się zapis, że autobusy lokalnego transportu zbiorowego, pozostającego w gestii miasta [choć może i prywatnych przedsiębiorstw też to powinno dotyczyć?], mają pierwszeństwo przejazdu tak jak pojazdy szynowe. Oprócz tego przydałyby się pasy autobusowo-rowerowe, gdzie prywatne samochody nie mają wjazdu.  W Paryżu zrobiono to w fajny sposób:


Źródło: http://www.bikexprt.com/bikepol/facil/lanes/bikebus.htm
Jak widać, pasy rozdzielone są wysoką wysepką. Wjechanie samochodem z drugiego pasa jest poniekąd utrudnione.

Dzisiaj przeprosiłem się z siodełkiem i mimo paru(nastu? dziesięciu?) "odcinków specjalnych" w postaci nieodśnieżonych jezdni, chodników i ścieżek, dało się jechać. A od ruchu się ogrzałem. Jedni się dziwili, inni również byli na tyle odważni, by wybrać dwa kółka, choć przeważnie górale, a na tych zimą łatwiej. Kolega z ŁAC zasuwał na ostrym. Szacun! O rikszach nie muszę wspominać.
Niestety, Latającej pogoda dała się we znaki i torpedo zbyt długo nie pożyje... po raz pierwszy od jakiegoś czasu pod większym obciążeniem spadł mi łańcuch. Oby się udało obskoczyć sobotni przejazd mikołajkowy.

Wkrótce wymiana koła. Stare na Spectro S7 rozbieram - piasta do remontu, zardzewiała obręcz [oryginalna] na złom, szprychy z nierdzewki szkoda wywalać bo do czegoś się przydadzą, oponę podam dalej, dętka - do nowego. ReCYCLING jak nic :).
A nowe? Na alledrogo kupiłem chromowanego, wyremontowanego Sachsa Super 7 [czyli bezpośredniego poprzednika Spectro, wygląda dużo bardziej oldschoolowo i "holendersko"], czekam na dostawę. Wypatrzyłem felgę Alesa 22-622, do końca został tydzień, ale pewnie wygram aukcję; koło zaplotę u Kasińskiego. Jako guma będzie Schwalbe Marathon Plus Tour 37-622, w zamysłach sprowadzona ze Stylowych przez Wićkę.

Nie byłbym sobą, gdybym pominął milczeniem piątkową Masę. Jedna z najfajniejszych, na których byłem. Jechaliśmy Andrzeja aż do Włókniarzy, potem 6 Sierpnia, Żeligowskiego, 1. Maja, Próchnika [przejeżdżałem koło dawnego domu moich dziadków], Rewolucji. Przystanek na EkSoc-u. Szkoda, że Iza nie jeździ - byłem z nią raz, przeszło rok temu, na swojej pierwszej Masie... Z Uniwerka ruszyliśmy ul. P.O.W. przez plac Sałacińskiego, dalej Węglową, Tramwajową [do atrakcji należały dwie potężne dziury, pieczołowicie strzeżone przez Niebieskich], jakoś tam do Przędzalnianej, następnie Fabryczną, Abramowskiego [brrrr! kto wie, ten wie :)], Brzeźną, Radwańską, Kościuszki, Pietryną, 6. Sierpnia, znowu Kościuszki i skręt w Legionów do mety. Z plusów: nowe tuby, na których będę robić nagłośnienie, miały chrzest bojowy. Spisały się dobrze, ale dopiero w wersji ostatecznej pokażą, co potrafią. Niebiescy dali radę bez policji, która nas olała. Był after w kawiarni "U Milscha" na rogu Kopernika i Łąkowej - miłe, zabytkowe miejsce, a pewna Justyna obchodziła urodziny i wszyscy wypiliśmy za jej zdrowie. Potem do domciu...

A, i +10 do lansu, bo trafiłem na bloga ŁCC:


Ja i Latająca - para nierozłączna, bo choćby skały srały, kładę nogi na pedały :)
A pomijając skórzany cylinder, który zostawiam sobie "na okazje", noszę wszystko co widać. Kapelusz mam wełniany, ten, co na sesji z Agatą. Wysokie kozaki zimą są najpraktyczniejszym obuwiem pod słońcem! Mam nadzieję, że więcej mężczyzn się wyemancypuje i doceni ich zalety... znowu.

Przy okazji przeglądałem oryginał, od którego wszystko się zaczęło, czyli Copenhagen Cycle Chic i trafiłem na "cargo bike culture" - nawet nie wiedziałem, że ktoś określił pewne zjawisko tym mianem! A chodzi o używanie rowerów towarowych do transportowania przedmiotów i osób [tak, tak! dowożenie dzieci do szkoły czy przejażdżki z ukochaną osobą, przyjaciółmi itd. to w Danii i Holandii powszechność]. Namiastkę tego mamy w Łodzi - jedno cargo ma Dynamo, drugie - Wićka, nie wiadomo czy jest tego więcej. Za jakiś czas dołączy riksza nagłośnieniowa. Ale nie w tym rzecz. Otóż istnieje kopenhaska firma Christiania Bikes, działająca na terenie Wolnej Dzielnicy Christiania; ta ostatnia mnie zainteresowała, bo jest działającą w mieście odrębną, samorządną wspólnotą, gdzie obowiązują pewne zasady [np. zakaz przemocy, wnoszenia broni, wchodzenia w kamizelkach kuloodpornych, wjazdu samochodem, handlu twardymi narkotykami, budowania bez zgody zbiorowości] egzekwowane przez samych mieszkańców, czasem wbrew "państwowym". Wstępu bronią dwie bramy, więc łatwo kontrolować, czy nie wchodzi jakiś podejrzany element lub zwyczajni banici, którzy przeskrobali coś poważnego i zostali usunięci. A tak to przestrzeń z założenia wolna, otwarta, zakładająca swobodę ekspresji i twórczości, egalitarna i all-inclusive. Ma oczywiście minusy: zdarzają się ekscesy - głównie jeśli chodzi o sprzedaż narkotyków - i, niestety, centroprawicowy rząd "dokręca śrubę" wbrew woli mieszkańców, nakładając ograniczenia na osiedlanie się, budowanie domów. Chce rozwalić parę istniejących i wprowadzić tam mieszkalnictwo komercyjne. Jak na razie jednak Christiania jakoś się trzyma. Piszę o tym dlatego, że takie miejsca istnieć mogą, i moim zdaniem bardzo dobrze; myślę, że tam bym się dobrze wpasował.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz