poniedziałek, 6 grudnia 2010

Stu dwudziestu rowerzystów i dwa łosie

 Na początek coś technicznego:

 

Vintage Sachs Super 7, jeszcze sprzed "gównianych" czasów, kupiona na Allegro w stanie używanym odremontowanym. Będzie uciecha, gdy dojdzie Alesa 622-22, a potem Marathony. Jakoś stare Sachsy odpowiadają mi bardziej niż nowe [tzn Spectro], a co dopiero SRAM; tak samo manetki "cynglowe" takie jak http://allegro.pl/manetka-sachs-sram-super-7-i1355483071.html. I to mimo ich trudnej dostępności i kłopotliwości w naprawie/regulacji: cięgno stanowi drut stalowy w twardym plastikowym pancerzu, na stałe połączony z manetką i clickboxem, przesuwający się w jedną i drugą stronę bez udziału sprężyn. To oznacza, że nie da się regulować jego długości czy wymienić! Nowsze manetki i clickboxy współpracują ze standardowymi cięgnami Bowdena.
Oczywiście do Dreigangów uznaję wyłącznie tradycyjne dźwigienki. Takie małe zboczenie zawodowe :).
Swoją drogą trzybiegowe torpeda Sachsa, SRAM i Sturmey-Archer są kompatybilne pod względem sterowania. Tak więc można bez obaw wymieniać koła...

W sobotę pojechaliśmy sobie z okazji Mikołajek, przejazd współorganizowali Fenomen i Ikea. Każdy rowerzysta to jedna maskotka dla dzieci z pogotowia.
Plakat:
Zgodnie z tytułem, było nas 120. Wraz z łosiem - 121 [na dobrą sprawę chyba 122, bo były dwa łosie: duży u kogoś na bagażniku, i mały na Borsuku]. Gdyby doliczyć dziennikarzy, to chyba 127; ale oni niezroweryzowani, więc statystyk nie podwyższą. W każdym razie było nas dużo więcej, niż się spodziewałem - myślałem o 30 - 50 osobach.
Warunki lepsze niż myślałem. Były małe problemy z dojazdem na miejsce - tradycyjnie zakopywałem się w śniegu, Łódź nie jest Kopenhagą i każdy to wie, więc ścieżki nawet nie są odśnieżane. Od siebie jechałem jezdniami [ach, to zdziwienie kilku Prawdziwych Menszczyzn w ortalionowym umundurowaniu i barwach eŁKSy!], na Krzemienieckiej przeniosłem się na DDR i było duuuuużo gorzej. Potem tradycyjnie: Bandurskiego, park Poniatowskiego, Mickiewicza i Pietryna. W drodze na miejsce spotkałem parę osób na różnych pojazdach: BMX, trekking/mieszczuch, góral. Dawali sobie radę lepiej niż ja :)

Atmosfera - jakby bardziej pozytywna. Obserwatorzy uśmiechali się, machali do nas rękoma, my do nich też. Jakiś automobilista szarżował, inny trąbił. Sama droga była niezła: mało śniegu i lodu, dało się spokojnie przejechać. Trasa? Pietryna, Jaracza, Zachodnia, Ogrodowa, Karskiego, Drewnowska, Zachodnia/Kościuszki, Andrzeja,   Wólczańska, Mickiewicza/Piłsudskiego, Sienkiewicza, Wigury, Pietryna, Narutowicza, Wschodnia, Pomorska i Plac Wolności. Bardzo zdradliwe były tory pod koniec: dwa razy wpadło mi koło i mnie wykręciło, za drugim zaliczyłem glebę. Ble. Na szczęście żyję, a moja wymasowana [dosłownie!] Latająca też :)

A oto kilka zdjęć:












Powrót? Upierdliwy. Najpierw pojechałem Piotrkowską do Andrzeja, potem Lipową [koło wiadomo jakiego miejsca :)], następnie chodnikami obok 6. Sierpnia [przydałby się kontrapas...] a dalej - jezdnią. Chciałem wpaść do Wićki i kupić chlapacz, ale się nie udało. Może to i dobrze? Teraz nachodzi mnie na zrobienie sobie chwytów chlapacza z odpadów bydlęcej / końskiej skóry, do kupienia u jakiegoś rymarza czy kaletnika. W każdym razie ruszyłem do Włókniarzy, gdzie DDR nieodśnieżony i się zakopywałem. Skręciłem w Konstantynowską i pojechałem sobie przez ścieżkę przy parku na Zdrowiu, o dziwo przejezdną. A dalej już ulicami :).

Podczas zimowych jazd zauważyłem, że najtrudniejsze jest ruszanie na śniegu. Gdy już jadę, trzymam linię - startując, mam tendencję do niekontrolowanego skręcania kierownicy. Poza tym ona sama się przekręca podczas postoju z nóżką. Dlatego skusiłem się na stabilizator f-my Hebie: http://www.rowerystylowe.pl/elastomer-ukladu-kierowniczego-hebie-0695-p-4915.html [kupiłem nie w Stylowych, a na Allegro; jak widać, zapasy tych na mój rozmiar ramy się pokończyły] i za parę dni zobaczymy, jak to się będzie spisywało. Mam nadzieję, że dobrze.

A tak w ogóle cieszę się, że Zdanowska wygrała wybory. Raz, że miała porządny pro-kulturalny, pro-rowerowy, pro-rewitalizacyjny itd. program, podczas gdy Joński - z tego, co kojarzę z rozmów na liście RSSzdŁ - już taki fajny nie był i zamierzał automobilizować miasto. Dwa, że przeciera innym paniom drogę do polityki, co z mojego feministycznego punktu widzenia jest ważne. Tak więc nic tylko trzymać kciuki! :)

1 komentarz:

  1. A ja Cię nawet widziałem podczas tej imprezy. Szedłem sobie do pracy i spotkałem was na Andrzeja:)

    OdpowiedzUsuń