czwartek, 9 grudnia 2010

Techniki ciąg dalszy

Najpierw narzekanie na PPUP Poczta Polska SA, a konkretnie na szybkość dostarczania przesyłek priorytetowych i miejsce ich przeznaczenia. Nie, nie chodzi o adres - a właściwie w rzeczywistości to chodzi... Otóż listy polecone w kopertach bąbelkowych będące czymkolwiek o masie lub gabarytach ponad te typowej książki [bo rzeczone dochodzą bez problemu, i mnie to cieszy] zawsze, niezależnie od (nie)obecności domowników, trafiają do urzędu pocztowego. Do skrzynki przychodzi awizo i obywatel musi samemu udać się po przesyłkę; oczywiście jest to ulgą dla listonoszy, którzy mają mniej do noszenia, ale z punktu widzenia odbiorcy poczty to spore utrudnienie. A zwłaszcza dla osób zawalonych pracą, samotnych z małymi dziećmi którymi trzeba się cały czas opiekować, niepełnosprawnych. Jakoś Niemcy dają radę:

źr. http://www.flickr.com/photos/keeshu/2760181796/sizes/z/in/photostream/

a gdy trzeba więcej zabrać,

źr. www.cargocycling.org

Dużo szybciej niż na piechotę, dotrze wszędzie, niewielkie nakłady inwestycyjne [w porównaniu z samochodami] i wydatki bieżące, ochrona środowiska, rozpoznawalność. Elastyczność również: do rozwożenia paczek można wziąć cargo [najlepiej "long johna" czy bakfiets Van Andela!], do listów - rower jak na fot. 1, a na krótsze trasy z niewieloma przesyłkami iść na piechotę.

Kawałek o poczcie to ledwie wstępodygresja; tak naprawdę chodziło mi o przesyłki, bo zamówiłem "trochę szpejów". Jedna z nich dotarła dzisiaj: skrzynka drewniana na bagażnik. Ma służyć do przewożenia towarów i stylowego wyglądania. Założę jej grubsze denko, wytnę część jednej ze ścianek by dało się wsunąć pod siodełko, polakieruję, ew. ozdobię jakąś grafiką i przykręcę szyny mocujące.

Stabilizator jeszcze nie doszedł. Powinien był wczoraj.
Zamówiłem parę rękawiczek na Sylwestra i nie tylko. Białe, długie do łokcia, z lakierowanej skóry. Cykloza B typu H3N2, czyli tzw. holenderka, nie zastąpiła mojego zainteresowania modą [="estetyką ubraniową", przypominam].
Inne rękawiczki - "całuski" z palcami - odbiorę osobiście.
Felga Alesa też gdzieś w drodze, a szkoda... Jeśli będzie jutro o rozsądnej porze, ucieszę się. Wezmę ją na bagażnik, Sachsa do torby i ruszę na Legionów, i podczas gdy Kasiński będzie "udzielał im ślubu", obskoczę miasto, załatwię co mam załatwić, a "nowożeńców" odbiorę wieczorem.
Z Rowerów Stylowych ściągam parę Schwalbe Marathon Plus Tour 37-622 [przebiciom opon mówimy NIE!], chromowaną listwę na osłonę łańcucha i lampkę tylną. Się szarpnąłem... wydałem ok. 230zł. Na szczęście mają zimowe upusty i o ile na chromie oraz lampce zaoszczędziłem 7zł, o tyle na oponach po 15zł/szt., czyli 30.

Teraz mnie kusi na Sturmey-Archer X-FDD. Rany kota, uzależnienie!

Oczywiście sprawy nierowerowe też istnieją. Np. studia. Szczerze mówiąc, totalnie mi się odechciewa, olewam sprawozdania z laborek, mało uważam na zajęciach, chce mi się ciągle spać i jedyne, co mnie na uczelni pociąga, to laborka dyplomowa. Dzisiaj skończyłem otrzymywanie chlorku tereftaloilu, rzecz nietrudna ale żmudna.
Poza tym elektronika. Mam perspektywę zrobienia kilku wzmacniaczy, a wczoraj naprawiłem koledze radio Tatry. Gra ładnie i nie buczy, tak trzymać! Oprócz tego doprowadzam swój nowy-stary oscyloskop Radiotechnika ST310A do stanu używalności; więcej w nim brudu niż elementów elektronicznych, a te ostatnie - zwł. kondensatory - jakością nie grzeszą. Będzie trochę roboty, ale IMHO warto. Natomiast inny ważny projekt elektroniczny, riksza nagłośnieniowa, nie może wystartować choć jest obmyślony. Dobrze, że mamy już głośniki tubowe. Jechały na Borsuku podczas MK i przejazdu mikołajkowego, a uczestnicy i organizatorzy zauważyli znaczną poprawę słyszalności muzyki i mowy. Ja - przestery i przeciążenie wzmacniacza w kolumnie, której używaliśmy do tej pory, i tylko dopięliśmy tuby.

1 komentarz:

  1. Nie tylko Niemcy dają radę. W Danii widywałem sporo podobnych rozwiązań :)

    OdpowiedzUsuń