środa, 22 grudnia 2010

Trochę propagandy

Transport rowerowy w miastach sprawdza się dużo lepiej niż samochodowy. Dlaczego?

-bezpieczny - bo jeśli już na kogoś/coś się wpadnie, można się wywrócić, posiniaczyć, połamać, ale prawie zawsze się przeżyje; to efekt uderzenia samochodu w coś jest dużo poważniejszy w skutkach. Argumenty typu "drogi są niebezpieczne" są formą protekcjonalnego traktowania, rzekomej obrony mniejszości przed większością wyposażoną w instrumenty przemocy
-wygodny - można praktycznie dowolnie wybrać trasę i dojechać wszędzie gdzie się chce, nie stoi się w korkach, odpadają kłopoty z szukaniem miejsca parkingowego, a zajmowana przestrzeń jest dużo mniejsza, przy odrobinie inwencji łatwo radzić sobie z przewozem zakupów/ładunku.
-tani - wydatki na sam rower, konserwację, naprawy, ulepszenia - dużo taniej niż zakup samochodu, paliwa, ubezpieczenie, przeglądy, naprawy.
-egalitarny - jechać można bez względu na zawód i zarobki, wiek czy stan zdrowia [wbrew pozorom - np. osoby nie mogące pedałować nogami mogą jechać na rowerze napędzanym ręcznie].
-niezależny od światowej ekonomii - nie jesteśmy zdani na łaskę i niełaskę producentów samochodów i koncernów paliwowych.
-przyjazny dla środowiska - małe zużycie energii na wyprodukowanie nowego i ponowne przetworzenie zużytego roweru, małe zużycie energii podczas samej jazdy z racji dużo mniejszej masy i siły potrzebnej do napędzenia siebie z pojazdem, przy czym część tej energii pochodzi z różnicy wysokości; zerowe zużycie paliwa, zerowe emisje spalin poza dwutlenkiem węgla wydzielanym przez jednostkę napędową typu HUMAN :)
-cichy - czego nie trzeba chyba udowadniać.
-zdrowy - spalanie jedzenia/nadmiarowego tłuszczu, a poza tym odpada stres związany ze staniem w korkach, utratą dużego mienia jeśli ktoś ukradnie auto.
-korzystny dla budowania wspólnoty - ludzie na rowerach się widzą, mogą ze sobą porozmawiać, uśmiechać się do siebie, nie są odizolowani od siebie i przyrody; poza tym, w związku z powyższym, są bardziej szczęśliwi :)
-dostarczający wrażeń - jadąc samochodem czy komunikacją miejską nie możemy zwolnić/zatrzymać się, popatrzeć na piękny budynek, zjawisko przyrody czy osobę, poczuć lokalny zapach [lubię jeździć koło zakładów cukierniczych! :)]; w KM czasem jesteśmy narażeni na niechciane zapachy, od których uwolnienie się wymagałoby zaprzestania podróży :D
-dający pole do popisu jeśli chodzi o twórczość - wygąd roweru czy swój własny łatwo zmienić przez dobór ubrania, akcesoriów [tak dla siebie jak i pojazdu], fantazyjne pomalowanie ramy, ukwiecenie itd., do tego częste zmiany są łatwe i tanie, i niewielkim kosztem można mieć jedyny w swoim rodzaju wehikuł. Poza tym przy odrobinie wprawy łatwo dobrać części i złożyć dokładnie taki rower, jakiego się chce.
-mało uciążliwy w razie awarii, tak dla siebie jak i innych - coś Ci się popsuło? możesz natychmiast zejść z drogi bez blokowania jej innym, naprawić welocyped samodzielnie lub zabrać go do lokalnego warsztatu; nauczenie się napraw [przynajmniej tyc najpowszechniejszych, np. przebita dętka, zerwany łańcuch, skrzywiona kierownica] i zasady działania każdego mechanizmu jest łatwe.

Gdyby na powszechną skalę przesiąść się na rowery [czyli, gdyby taka Łódź "skopenhagowaciała" - angielski termin: "copenhagenize"] i wykorzystywać samochód racjonalnie, tj. gdy trzeba dostać się gdzieś szybko, pojechać w dłuższą trasę, przewieść więcej osób lub jakiś towar - nawet automobilistom byłoby lepiej. Problemy ze staniem w korkach czy szukaniem miejsca do zaparkowania odeszłyby do przeszłości.

 A ja?
No cóż, w poniedziałek ruszyłem na miasto. Dużo lepiej, nic nie ociera, nowe torpedo niestety trochę przeskakuje, do poprawy jedynie nóżka. Warunki do jazdy bardzo dobre, jezdnie odśnieżone, nieoblodzone. Trasa - Rydzowa, Rojna, Traktorowa, Rąbieńska-Złotno, Krakowska [odwiedziłem tamtejszą szkółkę, by obejrzeć choinki], Krzemieniecka/Bandurskiego DDR [ubity śnieg, jechał pług], Mickiewicza DDR [tu już gorzej], Gdańska/Stefanowskiego na uczelnię. Potem Radwańska, Wólczańska, Sieradzka, Zarzewska, Rzgowska do elektronicznego. Upadł mi rower, połamał się tylny kierunkowskaz... cholercia, mogłem potraktować zaspę jako stojak. Kupiłem LEDki. Potem Rzgowska, Piotrkowska, Tymienieckiego do ŁAC. Założyłem diody i mogłem wracać po ciemku z należytym oświetleniem. Przy okazji wpadłem na wigilię. Potem Tymienieckiego, Piotrkowska do Piłsudskiego [wpadłem do banku], Piłsudskiego DDR, Wodna do Tuwima, chodnikiem do Wysokiej [po prostu skręciłem o ulicę za wcześnie :)], Wysoką do sklepu po nowy kierunkowskaz i z powrotem, Tramwajowa [BARDZO uważając na tory! :)], Narutowicza, Piotrkowska, Nowomiejska, park Śledzia, Manufaktura, Drewnowska DDR [dało się jechać, hurra!], a za Włókniarzy - jezdnią, Siewna, Złotno-Rąbieńska, Traktorowa, Rojna, Rydzowa i do domciu. Dopiero pod koniec miałem "odcinek specjalny" z koleinami, w których zalegał lód. Trzeba było zsiąść.

Wczoraj jechałem jedynie do osiedlowego po wodę i piwo. Droga oblodzona, ale sunąłem bez wywrotki.
Dzisiaj - na ryneczek; wygodne warunki do jazdy, jedynie na Rydzowej obrodziło w dziury.

 Światła spisują się lepiej niż przewidywałem. Przy kondensatorze 1F dwie superjasne LED fi 8 świecą ładnych kilka minut. Prosty mod, polecam wszystkim co kiedykolwiek trzymali lutownicę w ręku. Łatwo opisać słowami:
dynamo - mostek prostowniczy - opornik 100om szeregowo na plusie -  kondensator 1F/5.5V i dioda Zenera 5V1 równolegle od plusa do masy - jedna lub dwie gałęzie złożone z diody LED połączonej szeregowo z opornikiem 330om. Podczas jazdy dynamo wytwarza prąd zmienny, mostek prostuje go i otrzymujemy prąd stały, ładujący kondensator i zasilający diody LED. Opornik i dioda Zenera ograniczają napięcie na kondensatorze do wartości 5.1V, przeciwdziałając jego uszkodzeniu. Tyle :).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz