niedziela, 2 października 2011

Masa Krytyczna 29.09.2011

Za nami jedna z najlepszych - a może po prostu najlepsza - Łódzka Masa Krytyczna. Udział brało 980 osób, o 20 więcej niż w Warszawie. Tak! Nie dość, że pobiliśmy kolejny rekord liczności u nas, to jeszcze przebiliśmy Warszawę! Nie po raz pierwszy - to już udało się w lutym, przy 116 osobach w Łodzi i 111 w Warszawie.
Kolejny rekord masowy to liczba Niebieskich, czyli służby porządkowej. Było nas ok. 40 osób. Mimo tak licznej imprezy było bardzo spokojnie, bez aut pchających się w kolumnę, z nielicznymi awariami [ktoś złapał flaka i "załatał się sam", komuś odkręciła się korba i mu naprawiłem]. Było kilku niesfornych pieszych, ale to standard.
Jechała z nami prezydent Łodzi - Hanna Zdanowska, i prezes MPK - Radosław Podogrodzki. Częścią Masy był happening polegający na przewożeniu kilku rowerów podstawionymi autobusami. Czyżby zapowiedź zmian? Dotychczas MPK nie było najbardziej przyjazne dla rowerzystów chcących przewieźć swoje pojazdy autobusami i tramwajami, a przecież czasem zdarzy się przebicie dętki, ulewa itp. okoliczności mówiące "stop pedałowaniu!". Przypomina mi się, jak rok temu spieszyłem się na zajęcia i złapałem flaka. Próbowałem załatać dętkę w warsztacie wulkanizacyjnym, ale źle ją założyłem [wyszła między drutem opony a obręczą] i  wybuchła przy pompowaniu, rozerwało ją na długości paru centymetrów i raczej nie dało się jej załatać ;). Wsiadłem w 43 i pojechałem do Dynama na Kilińskiego. Motorniczy nic nie mówił, choć było paru święcie oburzonych pasażerów, mimo że tramwaj był prawie pusty, a rower tak postawiłem, by nikomu nie przeszkadzał.

A na deser - nowym sponsorem MK jest Centrum Języków Obcych AKCENT. Przyjechali doborową ekipą, dwa bicykle [prawdopodobnie robota Łukasza Cybulskiego] i oryginalny holenderski bakfiets! Przedwojenny albo lata 50-te. Marka póki co nieznana, skrzynia prawdopodobnie wymieniana bo oryginalne były IMO ładniejsze... przydałoby się jej zaokrąglenie kantów i pokrycie wodoodpornym lakierem, by wytrzymała pracę i przechowywanie na świeżym powietrzu.

Cudo wygląda tak:



 Ech, czemu Akcent nie ma kursów duńskiego ani niderlandzkiego? Zapisałbym się...

Fotek z Masy mam niewiele, bo nie było kiedy cykać. Najpierw siedziałem do ok. 17:45 w Łódź Art Center i naprawiałem koleżance holenderkę [taki ładny, czerwony omafiets], więc już nawet nie zaglądałem na Gdańską, popędziłem od razu na Pasek. Nie obyło się bez przeszkód: na skrzyżowaniu Piotrkowskiej i Mickiewicza/Piłsudskiego wywróciła się karetka pogotowia, nie dało się przejechać i trzeba było pędzić do ul. Kościuszki, potem śmieszką przy Mickiewicza i Piotrkowską. Przed odjazdem miałem do napompowania parę kół i zakładałem koledze zreperowaną lampkę. A nocy bez monopodu raczej cienko... do tego padała bateria, przy kicie to standard.

Świetnie spisała się za to Latająca. Przerobiłem jej elektrykę: akumulatory [2x6V/12Ah połączone szeregowo - mocny bateriopak!] poszły na bagażnik tylny, a elektronikę przejrzałem, wyremontowałem i zapakowałem w małą skrzynkę pod przednim bagażnikiem. Dodałem drugą lampkę [montowaną na wsporniku, w który był wyposażony bagażnik] i kierunkowskazy, które będą zwisać dopóki nie zrobię im obejm mocujących. Wszystkie elementy połączone są przewodami prowadzonymi w pancerzach od węży prysznicowych.
Na przednim bagażniku można zamontować głośniki i megafon - o, tak:



Komplet gum [tzw. "bungee cordów"] robiłem z rozciągliwego, mocnego sznurka walającego się po magazynie w Łódź Art Center oraz stalowego drutu i pękniętych szprych. Dwie gumy mają na końcu oczka zamiast haczyków - były przeznaczone do przypinania rzeczy do tylnego bagażnika, wyposażonego w haki. Teraz odkryłem inny sposób ich wykorzystania: jako przedłużenie gum z haczykami.




Dużo nas - dużo nas - będzie jeszcze więcej!

czwartek, 15 września 2011

Przedni bagażnik, nowa kierownica i lusterko

Dzisiejszy post będzie o bagażniku Steco Transport szer. 45cm, lusterku Busch & Muller 922 i kierownicy Sparta Transport BH-226 szer. 58cm.
Przypływ gotówki po obronie [tak tak, od 6.09 mam 6 literek i kropkę ;)] spowodował, że zaszalałem i kupiłem sobie trochę nowych części. Wymieniłem starą kierownicę, która miała szer. ok. 45cm i która trochę się zgięła po wywrotce obładowanego roweru na ostatniej masie. Co mogę powiedzieć o nowej? "Szaleństwo... To jest SPARTA!" Ta kierownica seryjnie montowana jest w Pickupach, ale nie ma problemu z założeniem jej do dowolnego holendra, bo pasuje do standardowych wsporników. Wrażenia: znaczna poprawa komfortu jazdy, stabilności roweru [lepiej trzyma prostą linię, nawet przy oglądaniu się za siebie :)], polepszenie manewrowalności i precyzji sterowania, a do tego mniejsze zmęczenie rąk. Dużo miejsca na wyposażenie montowane na "kokpicie", wszystko się mieści. Chwyty, dzwonki, klamka od hamulca i dźwigienka torpeda przestały konkurować o miejsce, a skrzynka sterowania mieści się obok wieszaka od bagażnika.
Zaszalałem z bagażnikiem. Wybrałem szerszy wariant, drogi jak nie wiem co - ok. 190zł... skoro taka kasa piechotą nie chodzi, to może jeździ na rowerze? Kupowałem go z myślą o przewożeniu skrzynki narzędziowej, zgrzewki wody, kraty na piwo, koła/obręczy/opony/innych części, statywu do aparatu, lampowego radia, wzmacniacza czy innych dużych rupieci, i chciałem czegoś bardziej uniwersalnego niż bagażniki 30cm, dość popularne i łatwe do zdobycia. Jaki on jest? Super! Bagażnik przychodzi zdemontowany, zawinięty w folię. W zestawie są wszystkie konieczne śruby, nakrętki i podkładki oraz przejrzysty rysunek z objaśnieniami w jęz. niderlandzkim - szkoda, że nie angielskim, ale jakoś tam wszystko zrozumiałem. Montaż przebiegł bez problemu. Trzeba było nieco wyprostować wieszaki, by zamontować bagażnik na mej mocno wyciągniętej kierownicy... musiałem ją spuścić o kilka centymetrów. Wrażenia z jazdy: z pustym bagażnikiem jedzie się odrobinę ciężej, ale bardziej stabilnie. Po położeniu koła [ca. 2kg, duża objętość] rower zrobił się trochę chwiejny, trzeba bardziej przyłożyć się do sterowania. Zobaczę, jak z cięższymi ładunkami.
W zeszłym tygodniu miałem wywrotkę po nagłym hamowaniu na mokrym asfalcie, gdy jakiś automobilista zajechał mi drogę skręcając w prawo... nic mi się nie stało poza paroma obtarciami i wkurzeniem. Rower ucierpiał bardziej i stracił lusterko. Postanowiłem sobie kupić B+M 922, okrągłe, średnica 11cm. Drogie toto, ok. 50zł, ale nie żałuję. Jest bardzo solidnie wykonane i nie ma mowy o tym, by latało w stalowej chromowanej obudowie. Mocowanie jest przemyślane, bajecznie proste i wszechstronne: pozwala na obrót obejmy dookoła kierownicy, obrót pręta mocującego lusterko wokół własnej osi i przesuwanie go w uchwycie, a także obrót śruby mocującej i przechylanie lusterka na boki. Przez to możemy ustawić sobie bardzo precyzyjnie. Konstrukcja lusterka ma trzy niedociągnięcia. Pierwsze to tulejka oporowa tłoczona z cienkiej blachy - dużo lepsza byłaby grubościenna, wytoczona. Taka tulejka może "rozedrzeć się" w miejscu, gdzie naciska na nią pręt od lusterka, i całe mocowanie traci pewność. Drugie niedociągnięcie to brak gumowej podkładki pod obejmę w zestawie, taka podkładka przydałaby się by ochronić kierownicę i utrudnić obracanie się obejmy.  Zamiast tego można podłożyć kawałek dętki. Trzecie niedociągnięcie - zbyt krótka śruba mocująca. Do montażu rozginałem obejmę przed założeniem jej na kierownicę [inaczej musiałbym ściągać chwyt i dzwonek], potem okazało się, że trzeba było ścisnąć końce obejmy szczypcami, by można było "złapać" śrubę nakrętką. Gdyby była dłuższa o 0,5cm, byłoby idealnie!

A na koniec zdjęcia:








poniedziałek, 22 sierpnia 2011

Mały "apdejt"...

Letnisko rowerowe na Księżym Młynie bardzo się udało...W piątek debata na temat brd z Olivierem Schneiderem - francuskim działaczem rowerowym, z ludźmi z UMŁ, Zarządu Destrukcji i Tandety oraz KMP. Z naszej strony - Hubert i Wojtek. Wićka nie brał udziału, bo dyżurował parę metrów dalej... trochę szkoda, IMO. W sobotę brykali sobie BMXiarze, a ja miałem ręce pełne roboty. Przypadło mi serwisowanie rowerów, głównie legendarnych marketowych górali o nigdy-nie-dających-się-wyregulować przerzutkach, padających hamulcach  itp. Byłem doprawdy wniebowzięty, gdy "na stojak" brałem holenderkę... bardzo lubię przy nich robić, w przeciwieństwie do [chyba] większości serwisantów, dla których to skaranie boskie i w ogóle. Moim zdaniem holenderki są niezwykłe i specyficzne. Mają "duszę". Robione są od lat tak samo, z użyciem sprawdzonych metod, bez "hajtechu" którego bałbym się dotknąć . Z najbardziej znanych producentów króluje Gazelle, popatrzcie sobie na modele Primeur czy Toer Populair - ultraklasyczna rama lutowana na mufach, czasem hamulce na sztywnych cięgnach, dbałość o każdy szczegół... moim zdaniem drugi słynny producent - Batavus - się nie umywa, bo ma ramy częściowo spawane i wszędzie daje widelec unicrown. Dlatego jeśli miałbym brać Batavusa, to tylko vintage, w żadnym wypadku nowego.
Niedziela - miał być pchli targ części rowerowych, co mnie najbardziej nęciło. Niewiele z tego wyszło, tylko ja rozłożyłem stragan i nikt nic nie kupił. Nici z Gazelle TrimSport z lat 60-tych, którą sobie chwilę wcześniej upatrzyłem... a była naprawdę piękna.
To tyle jeśli chodzi o letnisko, całkiem fajna to impreza i cieszę się, że byłem. Teraz dużo gorsza sprawa. Po odpicowaniu Latającej jeszcze przed letniskiem zauważyłem pęknięcie podpory łańcucha [ang. chainstay] czyli poziomej rurki tylnego trójkąta, konkretnie - prawej. Wstrząsy na łódzkich dziurach, woda + sól oraz próba rozgięcia ramy przed rokiem by dało się włożyć 7-biegową piastę - to wszystko zrobiło swoje. Czerwiec i lipiec przejeździłem na niepewnej konstrukcji, a podczas ostatniej Masy rama się trzęsła, spadały osłonki koła i w ogóle ledwie dowlekłem się do domu. W międzyczasie zapożyczyłem się i kupiłem małą dameczkę Juncker Reflex, ok. 53cm na 26" kołach, w założeniu dla mamuśki. Na razie ja na niej śmigam, po przełożeniu kierownicy i siodełka ze sztycą, bym mógł jeździć bez garbienia się i podkurczania nóg. Rozmontowałem Latającą, trochę zmodernizowałem elektronikę, a ramę oddałem do spawania do AT Instytutu, czyli zaprzyjaźnionego łódzkiego producenta riksz. Obecnie rama "się piaskuje", potrwa to jakieś dwa dni, potem pójdzie do lakierowania proszkowego. Całość ma kosztować ok. 80zł, niedrogo. Chciałem samemu zdzierać farbę i malować, ale wolę mieć porządną robotę, żeby nie rdzewiało. Tak więc może uda mi się zreanimować rower do piątku...

piątek, 15 lipca 2011

Latająca Holenderka, stan obecny

Można by powiedzieć, że rower jest skończony i nic przy nim nie zamierzam już robić... chyba, że się zepsuje. Chyba, że najdzie mnie na montaż przedniego bagażnika - może się przydać. Dlatego wrzucam specyfikcję sprzętu:
rama, widelec, kierownica, bagażnik, narzędziówka: vintage niewiadomego producenta, oczywiście "Nederlandsch fabrikaat"
koła: obręcze stalowe nieznanego pochodzenia kupione w Bike Star, zaplot na 3 krzyże, totalne DIY :)
przód - szprychy CnSpoke 2.0mm 284mm, piasta Sturmey-Archer X-FDD; wajcha od hamulca - też S-A
tył - szprychy Sapim 2.3/2.0mm 290mm, piasta Sachs Torpedo Dreigang H3111 z lat 70-tych odnowiona przeze mnie; sterowanie - klasyczna wajcha, linka w pancerzu na całej długości, łącznik zapadkowy
korba: Romet 46z na kwadrat
łańcuch: SRAM PC-1 niklowany
suport: zintegrowany, prawdopodobnie jakieś Shimano [i byłaby to jedyna część tej firmy w moim rowerze!]
pedały: Union 687
sztyca siodła: Zoom fi 25.4mm siedząca w rurze na 25.8, konieczna redukcja!
siodło: Lepper Primus czarne, męskie - bydlę się świetnie nadaje do samoobrony ;) a jak się na tym jedzie!
błotniki, osłona łańcucha, osłonki koła: nie wiadomo jaki producent, prawdopodobnie niderlandzki. Pasek na tylnym błotniku malowany przeze mnie. Nosek na przednim błotniku kupiony na Święcie Cyklicznym 2010; Wićka miał jeszcze sklep na Lipowej 57, to miejsce będę mile wspominał!
nóżka: Point YCD-3 - zarąbista sprawa, wygląda pięknie, jest stabilna i rower nigdy się z niej nie wywalił nawet gdy dźwigał te 30kg. Jedyna wada to brak "wspomagania" chowania nóżki przez sprężynę, ale to da się przeżyć.
skrzynia na bagażnik: krakowska skrzynka do decoupage, wzmocniona kątownikami aluminiowymi + autorski system mocowania na bagażniku :)
gumy - też DIY, być może trochę przerobię ten patent
oświetlenie, elektryka: opisywałem - od projektu do wykonania 100% moje
lusterko - niewiadomego producenta
mostek kierownicy - Humpert 40cm, polecam!
stery - Touren [montaż sterów chyba opisałem wcześniej...]
lampka tylna - są dwie: górna - B+M Toplight XS przerobiony na LED, dolna - klasyczna niderlandzka na błotnik
lampka przednia - przedwojenny Bosch przerobiony na halogen, wspornik - własnej roboty
zabezpieczenie [sic!]: Axa Defender RL + łańcuch, spróbujcie to ciachnąć sekatorem... do tego alarm - na bardziej ryzykowne lokalizacje
stabilizator kierownicy - Hebie, przydaje się przy parkowaniu
dzwonek: Reich Ding-Dong, głośny jak teatralny gong ;). Dwutonowy, chromowany, świeci się jak cojones del perro.
śrubki mocujące korby, błotniki, bagażnik i wszelkie pierdoły - stal nierdzewna. +10 do dbałości o szczegóły!
szyld na główkę ramy ["Navis" - łac. Łódź, por. Ex Navicula Navis] - mosiężna blacha i parędziesiąt minut dremelem ;) DoS +5, satysfakcja +20

Tera foty:

















niedziela, 19 czerwca 2011

Kolejne udoskonalenia

Rzadko piszę, bo teoretycznie powinienem cały czas siedzieć za magisterką, a w praktyce - ciągle chce mi się spać, bez kawy nie funkcjonuję i w ogóle. Praca em gie er powstaje powoli, sukcesywnie. Część eksperymentalna zrobiona, literaturowa prawie skończona. Opisać metodykę badań, napisać wnioski - to będzie najłatwiejsze. Wyszło całkiem nieźle, narobiłem 16 pigmentów, z czego jakieś 6 jest bardzo ładnych, drugie tyle - tak sobie, trzy są badziewne, a jeden spłynął w kanał. Mimoo to jest dobrze. Ale nie tylko tym żyję; cykloza się zaostrzyła i doszło do samodzielnej budowy kół. Do tego coraz bardziej jestem nakręcony na resztę życia - a przynajmniej kilka(naście) lat - w Zjednoczonym Królestwie Niderlandów. Tak! Takie państwo istnieje i popularnie zwane jest Holandią, podobnie jak Wielka Brytania - Anglią. Ciekawe w takim razie, czemu Włochy nie są zwane Lombardią, Niemcy - Saksonią, a Polska - Mazowszem. Cóż, chyba tego nie rozgryzę :D.
Najpierw będzie o nowym sprzęcie. Ale żeby wyjaśnić motywy mojego postępowania, muszę wspomnieć, że od maja Masa Krytyczna dostaje muzykę przez eter - od Studenckiego Radia ŻAK Politechniki Łódzkiej. Tak więc jeśli ktoś ma jakieś radio, cokolwiek co łapie 88,8MHz lub ma łącze internetowe i wyjście audio - może taki sprzęt sobie włączyć i słuchać, albo dołożyć się do nagłośnienia peletonu, jeśli jedzie z nami. Dlatego zrobiłem małe rowerowe stereo z pary kołchoźników i radia blachosmrodowego kupionego na Allegro za 7zł. Głośniki wisiały po bokach bagażnika jak sakwy, a radio przytroczyłem przy kierownicy. Pierwsza próba wypadła źle, bo akumulator 7Ah zbyt szybko się rozładował i nie wystarczyło muzyki na całą Masę. Radio zawadzało o nogi, trochę się posiniaczyłem ;). Do tego nie miałem możliwości nadawania komunikatów przez szczekaczkę, a to już bardzo źle. Cały system wymagał udoskonaleń i teraz jest znacznie bardziej przemyślany. Kołchoźniki będą wisieć tak jak dawniej, bo to dobry patent - za to radio poszło na tył. Zamocowałem je na płycie aluminiowej 30x40cm, oprócz tego jest tam skrzynka z narzędziami, kompresor serwisowy i akumulator 18Ah. Prądu mamy pod dostatkiem; jest możliwość spięcia nowego akumulatora z instalacją roweru na wypadek gdyby coś zdechło. Cały zestaw można nazwać "Borsuczątko" - na cześć Borsuka, czyli masowej przyczepy służącej do przewozu nagłośnienia, narzędzi i in., bo pełni te same funkcje, jest dużo mniejszy. Waga całości wraz z głośnikami - ok. 20kg. Nie przeraża mnie to, bo jeździłem z cięższymi ładunkami, a przecież Holendrzy i Duńczycy powszechnie wożą pasażerki / pasażerów na bagażnikach :). Swoją drogą nie rozumiem wszędobylskiego kultu minimalizacji masy roweru. Dla kolarzy, kurierów, turystów to ma sens z punktu widzenia szybkości albo oszczędzania energii i niemęczenia się. Ale dla mieszczuchów? Bullshit.
Przy okazji przerobiłem mocowanie płyty i skrzynki drewnianej, wywaliłem ramkę która była przymocowana na opaski kablowe, a wywierciłem otwory w bagażniku i przykręciłem na stałe dwa kawałki kątownika. Na razie to rozwiązanie spisuje się dużo lepiej. Boję się trochę o wytrzymałość stalowej rurki w miejscu mocowania kątowników - czy się nie pognie itp. Najwyżej zrobię sobie nowy bagażnik.

Z kołami było tak: zaplatałem już trzy, a właściwie cztery, przy czym dwa razy doprowadziłem robotę od początku do końca z fajnymi rezultatami.
Koło pierwsze: mój stary Sachs Torpedo Dreigang, stalowa obręcz (1) kupiona w Star Bike przy Kilińskiego, szprychy po 60gr kupione w Cykliście przy Kilińskiego. Jak na pierwsze koło, udało mi się je skończyć, choć były problemy. Nierówno ponaciągałem szprychy i przy rozprężaniu [oparcie ośki o podłogę, pchanie na obręcz z dwóch stron, obrót o 1/8, pchanie itd., odwrócenie koła do góry nogami... ekhem, zębatką? i powtórzenie] zrobiła mi się piękna ósemka. Rozplotłem, zrobiłem na nowo. Tym razem jakoś się trzymało, choć nie udało mi się go wycentrować do końca i dałem je do swojego lokalnego sklepu rowerowego. Pojeździłem trochę, i co? Szprychy padały jak móchi. Winna była zbyt duża różnica średnic szprychy [2.0mm] i otworu piasty [2.7mm] i brak podkładek pod łebkami, to, że nie nabiłem łebków po zapleceniu albo to, że obręcz ciągnęły szprychy po wewnętrznej - a nie zewnętrznej - stronie piasty.
Razem poleciało pięć szprych: cztery wymieniłem bo miałem zapasowe, a potem jeździłem bez jednej po naciągnięciu sąsiednich. Koło było zawodne, trzeba było je szybko wymienić, a do tego potrzebne były części na nowe. Patrz koło trzecie.
Koło drugie zrobiłem w międzyczasie, gdy doszła mi upragniona piasta Sturmey-Archer X-FDD. Szprychy CnSpoke 2.0mm kupione u p. Kasińskiego przy Legionów - do tych już mam zaufanie. Obręcz stalowa ze Star Bike. Tym razem zaplot poszedł bardzo łatwo, centrowanie przeprowadziłem od początku do końca, rezultat: +/-1mm na boki. Dziś podcentrowałem koło, bo trochę dostało na wybojach i było bardziej sfałdowane.

Koło trzecie: odrestaurowana Torpedo Dreigang po Hubercie, szprychy Sapim cieniowane 2.3/2.0 [1.50zł/szt na Rowerach Stylowych], nyple mosiężne które były wraz ze szprychami, obręcz ze Star Bike choć trochę inna, chyba bardziej wiotka. Spróbowałem innej techniki naciągania: najpierw naprężyć lekko szprychy aż zostają jakieś dwie nitki gwintu, potem centrować wyłącznie przez luzowanie po odpowiedniej stronie i wreszcie dociągnąć nyple, czynność powtórzyć. W rezultacie miałem bardzo nierówne naciągi szprych i koło złożyło się podczas rozprężania. Piękna ósemka. Próbowałem wyprostować obręcz i zapleść na nowo, ale nie wyszło, felga na śmieci, ale nie wyrzucałem jej od razu - poczekałem aż będę miał nową, zepnę dwie razem taśmą izolacyjną i przeniosę szprychy z jednej na drugą.
W międzyczasie w piątek na Karolewie padła szósta szprycha w tylnym, i to "po sąsiedzku" do tej, która poleciała poprzednio, dzięki czemu miałem baaaardzo skrzywione koło. Wyjąłem osłonkę, by opona nie ocierała, trochę dociągnąłem nyple po przeciwnej stronie i dojechałem te parę kilometrów do Łódź Art Center. Tam była niby-opuszczona damka Prophete, z której chciałem pożyczyć tylne koło - tak naprawdę rower nie był opuszczony, właścicelka się znalazła ;) i chciała wkrótce wsiąść na jednoślad, mimo że nie robiła tego całe miesiące. Na szczęście dogadałem się z dziewczyną i pożyczyłem tylne koło, by mieć na czym jeździć dopóki nie zaplotę sobie nowego. Stare rozebrałem na miejscu. Obręcz (1) mimo, że po przejściach, okazała się prosta i już nie kupowałem nowej, tylko ją wykorzystałem. Słowo "recycling" nabiera dosłownego znaczenia: jeżdżenie na rowerze / częściach wycofanych z użytku. Nowe kupiłem tylko nyple: stalowe, trochę grubsze niż poprzednie, 20gr/szt. w Star Bike, nie wiadomo jakiej produkcji, ale całkiem fajne, nie zajeżdżały się. Zabrałem felgę do domu, przeniosłem szprychy + piastę z koła 3, przy okazji zwróciłem uwagę, by umieścić otwór na szprychy między parą równoległych szprych i by widać było przez niego logo "Torpedo" na piaście. Taki mały szczegół, a cieszy - wg Sheldona to znak dobrego rzemieślnika:
"It is customary to orient the rim so that the label is readable from the bicycle's right side. If the hub has a label running along the barrel, it should be located so that it can be read through the valve hole. These things will not affect the performance of the wheel, but good wheelbuilders pay attention to these things as a matter of pride and esthetics." 
Oczywiście ważniejsza jest wytrzymałość koła - jak się będzie spisywać, to już czas pokaże... będzie dźwigać 77kg mnie + 20kg zakupów, sprzętu itp.
Centrowanie zajęło mi ok. 4h. Dziś założyłem koło i nowe napinacze w miejsce pordzewiałych starych, dętka Schwalbe zamiast Cienkiej-Słabej-Taniej. Jutro dziewiczy rejs... określenie pewnie na miejscu, bo zapowiadają deszcz. Co pożyczyłem - oddam, przy okazji zrobię Profetce full serwis :). Poza tym o 18ej próbny przejazd przed Masą na Teofilów... będę pamiętał, by powiedzieć sprzedawczyni w LSR, może przyjdzie popatrzeć :).

wtorek, 3 maja 2011

Rozz Williams


Dla tych co nie wiedzą: założyciel grupy Christian Death i paru projektów pobocznych [Shadow Project, CD 1334, Pig], przełomowy artysta, obrazoburca i wywrotowiec. Ikona sceny punkowej/deathrockowej/gotyckiej. Zginął samobójczą śmiercią 1.04.1998.

Tu w wersji cycle chic :)

Znalezione na http://fuckyeahrozzwilliams.tumblr.com

"W. R. NAVIS, Łódź"

"Warsztat Rowerowy NAVIS, Łódź"
- tak z lokalnego patriotyzmu nazwałem swe poczynania przy opjazdach napędzanych siłą ludzkich mięśni. Wygrawerowałem własny emblemat, bo rower bez niego był trochę niekompletny. Producenta wciąż nie znam - zaadoptowałem "sierotkę", widelec i rama pochodzenia nieznanego choć szlachetna, na ładnych mufach. Prawie wszystkie części poszły do wymiany. Oryginalne zostały tylko dzwonek, kierownica, dynamo butelkowe [było tylko dla ozdoby, ale je zdemontuję], bagażnik i hamulec szczękowy z wajchą, i to nie na długo, bo ustąpią miejsca piaście Sturmey-Archer X-FDD. Wróciła piasta tylna, torpedo dreigang z oryginalną wajchą - spisuje się świetnie. Bagażnik szykuje się do wymiany, muszę zrobić nowy.

Sfotografowałem emblemat i przedłużony pasek na błotniku. Widać też osprzęt od torpeda i naklejkę MdR ze spotkania niebieskich po ostatniej Masie.







Prawda, że "zeer mooi"? :)

Imprezy cykliczne:
8 V 17:00 Biblioteka Politechniki Łódzkiej - Odjazdowy Bibliotekarz! Lubisz książki i jazdę na rowerze? Dołącz do nas. Masz jakieś niepotrzebne książki? Przekaż je nowym czytelnikom.
14 V 18:00 Pasaż Schillera - Noc Muzeów. Będzie składać się z części oficjalnej [jedziemy na prawach zgromadzenia, tak jak na Masie] i nieoficjalnej.
27 V 18:00 Pasaż Schillera - majowa MK.

niedziela, 1 maja 2011

Najliczniejsza w historii!

Łódzka kwietniowa Masa Krytyczna liczyła ponad 600 osób!
Prawdziwy rekord. Trudno było to wszystko ogarnąć, za mało Niebieskich do obstawiania skrzyżowań, blokowania wbijających się w kolumnę. Było parę awarii; przydałby się Owca ale jakoś dałem radę ;). Zestaw mechanika spisał się bardzo dobrze; teraz wiem, że potrzebuję uszczelnionej przejściówki z dunlopa/presty na pompkę schradera. Poza tym było dużo eleganckich osób dosiadających Gazel i nie tylko; wrażenie na mnie zrobił zabytkowy NSU z 1937 :). Jedna dziewczyna - której męża spotkałem w Manufakturze dzień wcześniej - miała charakterystycznego, białego Batavusa BUB. Nie widziałem jej, ale sfotografował ją Wićka.













































Latająca po raz przedostatni opuściła dom ze starym tylnym kołem. Teraz jest nowe na dreigangu, to które zaplatałem. Dzisiaj parę godzin spędziłem na wymianie oraz przeglądzie, czyszczeniu i regulacji napędu. Oprócz tego przykręciłem świeżo wygrawerowany dremelem emblemat "Warsztat Rowerowy NAVIS, Łódź" i odnowiłem oraz przedłużyłem biały pasek na tylnym błotniku. Nareszcie ma te słuszne trzydzieści centymetrów, bo dawniej była popierdółka ;). Trzy warstwy farby akrylowej nakładanej pędzlem pokryły czerń, zostało trochę zacieków ale całość wygląda ładnie.

Następne ulepszenia? Przede wszystkim nowe przednie koło na piaście Sturmey-Archer X-FDD... może ktoś pamięta wpis sprzed roku, jak to opisywałem dynamopiastę SRAM i-Light D3? Teraz chcę przetestować "szturmowca", zwłaszcza w deszczu/zimie, gdy hamulec szczękowy lubi zawodzić. Nie wspomnę o tym, jak wkurza mnie tarcie rozcentrowanego koła o klocki.Felga pójdzie na złom lub zrobię z niej coś innego, bo nie powinna jeździć. Jest podrdzewiała na otworach i naciągnięcie szprych może ją rozwalić. Poza tym wymieniam osłonę łańcucha, bo jest mocno zniszczona.
W planach nowy, własnej roboty bagażnik z płaskownika stalowego.

Oglądałem dziś zdjęcia Henry'ego Cutlera z Workcycles. Mają w swoim warsztacie wyciągarkę z dwiema linami i hakami do wieszania rowerów; da się tym podnieść bakfiets/trójkółkę. Przyszło mi do głowy, by zrobić sobie wieszak na rower, do serwisowania. Kilka bloczków, dwie linki [na jednej podwieszony jest przód roweru, na drugiej tył, obie wyciągane niezależnie, dzięki czemu można zawiesić welocyped w pozycji pochylonej lub prostej], kawałek belki i jakieś zawiesia, wszystko to obsługiwane ręcznie, a z pewnością się przyda. Odwracanie Latającej w celu grzebania przy kole jest upierdliwe :).

Tak w ogóle za radą mslonika [http://www.mslonik.pl] sprawiłem sobie wagę wędkarską 0-50kg z dokładnością do 20g. Mój rower, w wersji "obsakwionej" na masę, czyli z zestawem serwisowym, amplitubą i całym moim "szpejem" w danej chwili [torebka, aparat, dremel, sakwa z pierdołami] ważył 40kg. Typowo waży trzy dychy gdy ma na bagażniku drewnianą skrzynkę.

Kurczę, wkrótce będziemy ze sobą już rok... dzień w dzień, noc w noc, zima i lato, słońce czy deszcz, a nawet grad, na co dzień i od święta - nie rozstajemy się.