czwartek, 31 marca 2011

Cykliczne wieści

Wczoraj - spotkanie z Witkiem Kopciem i Wojtkiem Makowskim w Owocach i Warzywach. Witek opowiadał o swoich planach, zamiarach i wizji urzędu pełnomocnika Prezydent m. Łodzi d/s polityki rowerowej. Wojtek - o działalności jako rzecznik niezmotoryzowanych. Ogólnie ciekawa debata, trwała dwie godziny, a potem udaliśmy się do La Strady :).

Dzisiaj - postanowiłem pojechać Ogrodową, by zobaczyć, w jakim stanie jest duch roweru Marciusza Moronia:




Brak siodełka, chwytów na kierownicę i lampki zamierzam uzupełnić. Tylne koło niech pozostanie wygięte - może to najlepiej świadczy o delikatności roweru przy zderzeniu z samochodem? Zawieszę też kartki z krótką informacją, kim był Marciusz oraz co to jest ghost bike.

Rano samochód potrącił Huberta Barańskiego na ścieżce [śmieszce?] rowerowej na Dąbrowie: http://lodz.gazeta.pl/lodz/1,35153,9351581,Organizator_Masy_Krytycznej_potracony_przez_samochod.html
Po raz kolejny opadają mi ręce na głupotę blachosmrodziarzy... dziś jadąc Pietryną widziałem, jak jeden, chcąc włączyć się do ruchu, szarżuje po chodniku omijając latarnię, a potem wyjeżdża tuż przed przystankiem tramwajowym przy Brzeźnej/Radwańskiej.
Rowerzyści też nie święci, dwóch chłopaków na góralach jechało obok siebie chodnikiem właśnie przed tym autem. Pewna para skręcała w lewo [!] z Piotrkowskiej w plac Wolności. Zaświtała mi w głowie idea kontrapasa lub dwukierunkowej DDRki w tym miejscu :)
Niektóre auta nie jeżdżą na światłach, wbrew PoRD z 2007r. Włączanie świateł dziennych/mijania przez cały rok nie powoduje oślepiania innych, za to doskonale widać, że samochód jedzie lub może się ruszyć, a nie tylko stoi. Znaczna poprawa bezpieczeństwa.
Wkurzyłem się na pewnego młodszego sąsiada, który bez potrzeby na mnie zatrąbił. Używanie klaksonów na rowerzystów/pieszych bez potrzeby, w sytuacjach nie zagrażających bezpieczeństwu, może doprowadzić do wypadku, bo ktoś się wystraszy i gwałtownie skręci/wjedzie pod koła. Sąsiad został stosownie skrytykowany, a tłumaczył się, że "wśród kolegów to powszechne" i że nie ma z tym problemu, jak ktoś na niego "tidiiiit". Amsory, ale siedząc w blaszanej puszce z zamkniętymi oknami dźwięki z ulicy słyszy się trochę ciszej niż gdy się ma "kontakt z rzeczywistością". Mam klakson [od motoroweru - taki elektryczny odpowiednik AirZounda], którego używam na występnych automobilistów - nigdy na niechronionych uczestników ruchu, od tego jest dzwonek.

Z weselszych niusów - kupiłem mamie 5x20l ziemi do kwiatków. Po bokach bagażnika dwie torby po dwa worki każda, plus jeden worek przytroczony gumami. Gdy to zważyłem, okazało się, że jest trzydzieści kilo. Biję rekordy - Latająca jeszcze nigdy tyle nie dźwigała, i jakoś nie przekroczyłem masy krytycznej, która powoduje rozpad roweru, a przynajmniej unieruchomienie. Nawet dało się wygodnie jechać!
+15 do CBC ["cargo bike culture" - tag na blogu CPH Cycle Chic; mam kota na punkcie transportowania towarów rowerem]

Swoją drogą dawno dawno temu, w czasach gimnazjalnych, na "komunijnym" Romecie Mustangu [a może to już był zielony Author? nie pamiętam... w każdym razie oba miały nowych właścicieli bez mojej zgody ;)] przewiozłem 30kg cementu do przebudowy ściany w piwnicy, z hurtowni przy ul. Teresy do siebie na Rogatki. Oprócz tego wiozłem trzy razy po cztery cegły silikatowe z cegielni na Sianokosach, i to tą ruchliwą Szczecińską! Robiłem to dwuetapowo: najpierw przewiozłem towar z fabryki do kolegi mieszkającego mniej więcej w połowie drogi, potem - od niego do siebie. To było dokonanie :).

Na bagażniku lądowały również odpady warsztatowe [złom aluminiowy czy miedziany chomikuję, a gdy uzbiera się sensowna ilość, sprzedaję na skupie] oraz części urządzeń [np. zbiornik powietrza do sprężarki].

A na koniec parę ustrzelonych obrazków z życia Łodzi.
Przedwczoraj:


To akurat moje rewiry - Elta:



Wczoraj, przed spotkaniem.
On i ona, deskorolka i rower.
Czy może być coś bardziej ujmującego?


Pod Owocami i Warzywami:






Jedno miejsce parkingowe wystarczy  dla co najmniej dziesięciu rowerów. Tu jest przynajmniej pięć, nie licząc towarówki. Dookoła było jeszcze trochę przestrzeni, przybyło parę jednośladów.

Jeden rower, ważący 25-30kg [mowa o mojej :)], jest w stanie wziąć na siebie drugie tyle ładunku. W takiej Azji lub Afryce ludzie obarczają swe bicykle jeszcze większą masą.

Pewna pani jechała dziś samotnie SUVem pewnie większym niż minivan; masa pojazdu - przypuszczalnie dwie tony. Nie wyglądała, jakby transportowała duży lub ciężki ładunek. Pozostawiam to do przemyślenia.


Jechać - ciągle jechać - w stronę słońca...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz