poniedziałek, 22 sierpnia 2011

Mały "apdejt"...

Letnisko rowerowe na Księżym Młynie bardzo się udało...W piątek debata na temat brd z Olivierem Schneiderem - francuskim działaczem rowerowym, z ludźmi z UMŁ, Zarządu Destrukcji i Tandety oraz KMP. Z naszej strony - Hubert i Wojtek. Wićka nie brał udziału, bo dyżurował parę metrów dalej... trochę szkoda, IMO. W sobotę brykali sobie BMXiarze, a ja miałem ręce pełne roboty. Przypadło mi serwisowanie rowerów, głównie legendarnych marketowych górali o nigdy-nie-dających-się-wyregulować przerzutkach, padających hamulcach  itp. Byłem doprawdy wniebowzięty, gdy "na stojak" brałem holenderkę... bardzo lubię przy nich robić, w przeciwieństwie do [chyba] większości serwisantów, dla których to skaranie boskie i w ogóle. Moim zdaniem holenderki są niezwykłe i specyficzne. Mają "duszę". Robione są od lat tak samo, z użyciem sprawdzonych metod, bez "hajtechu" którego bałbym się dotknąć . Z najbardziej znanych producentów króluje Gazelle, popatrzcie sobie na modele Primeur czy Toer Populair - ultraklasyczna rama lutowana na mufach, czasem hamulce na sztywnych cięgnach, dbałość o każdy szczegół... moim zdaniem drugi słynny producent - Batavus - się nie umywa, bo ma ramy częściowo spawane i wszędzie daje widelec unicrown. Dlatego jeśli miałbym brać Batavusa, to tylko vintage, w żadnym wypadku nowego.
Niedziela - miał być pchli targ części rowerowych, co mnie najbardziej nęciło. Niewiele z tego wyszło, tylko ja rozłożyłem stragan i nikt nic nie kupił. Nici z Gazelle TrimSport z lat 60-tych, którą sobie chwilę wcześniej upatrzyłem... a była naprawdę piękna.
To tyle jeśli chodzi o letnisko, całkiem fajna to impreza i cieszę się, że byłem. Teraz dużo gorsza sprawa. Po odpicowaniu Latającej jeszcze przed letniskiem zauważyłem pęknięcie podpory łańcucha [ang. chainstay] czyli poziomej rurki tylnego trójkąta, konkretnie - prawej. Wstrząsy na łódzkich dziurach, woda + sól oraz próba rozgięcia ramy przed rokiem by dało się włożyć 7-biegową piastę - to wszystko zrobiło swoje. Czerwiec i lipiec przejeździłem na niepewnej konstrukcji, a podczas ostatniej Masy rama się trzęsła, spadały osłonki koła i w ogóle ledwie dowlekłem się do domu. W międzyczasie zapożyczyłem się i kupiłem małą dameczkę Juncker Reflex, ok. 53cm na 26" kołach, w założeniu dla mamuśki. Na razie ja na niej śmigam, po przełożeniu kierownicy i siodełka ze sztycą, bym mógł jeździć bez garbienia się i podkurczania nóg. Rozmontowałem Latającą, trochę zmodernizowałem elektronikę, a ramę oddałem do spawania do AT Instytutu, czyli zaprzyjaźnionego łódzkiego producenta riksz. Obecnie rama "się piaskuje", potrwa to jakieś dwa dni, potem pójdzie do lakierowania proszkowego. Całość ma kosztować ok. 80zł, niedrogo. Chciałem samemu zdzierać farbę i malować, ale wolę mieć porządną robotę, żeby nie rdzewiało. Tak więc może uda mi się zreanimować rower do piątku...